31 grudnia 2011

Na imprezę



Kompletnie nie zagłębiałam się w treść tej piosenki [zakładam, że jest wybitna]. Za to wyśmienicie nadaje się na sylwestrowe pląsy - dobrze buja, rytm jest wyraźny i była na składance "turkish dance hits". Do tego pani pieśniarka ma na sobie imprezowy błyszczący staniczek - więc na wieczorową imprezę w sam raz pasuje.

Udanego sylwestrowego balu i radości w nowym roku :)

19 listopada 2011

Zima idzie, czyli hüzün w czystej postaci



"Dziewczyna ze smutkiem w oczach".

Do tej pory znałam jedną kultową piosenkę z "dziewczyną" w tytule, a mianowicie "Dziewczynę o perłowych włosach". Z tym, że węgierskie wyobrażenie o kultowej dziewczynie trochę różni się od tego tureckiego. Ta węgierska wyłania się jak Wenus z morskiej piany, jest zjawiskiem estetycznym, obiektem westchnień, ale takim trochę odrealnionym i pozbawionym uczuć. Turecka zapada na jesienno zimową chandrę zwaną hüzün, a razem z nią na depresję choruje wielbiciel jej wdzięków i magnetyzującego spojrzenia. [Czyli standard niespełnionej miłości opiewanej w balladach rodem z Azji Mniejszej. Bo i po co ma być ładnie, uroczo, romantycznie i prosto, jak może być co najmniej melodramatycznie?]

Gdyby komuś było mało kichy za polskim oknem, braku słońca który będzie doskwierał już nieprzerwanie do wiosny, polecam mroczny Karapaks. [Choć lepiej wybrać się na słoneczne południe, bo mimo iż Turcu narzekają na swoje zimy, są one stanowczo łagodniejsze niż te polskie].

16 października 2011

Po prostu jesień.

Dziś nie będę nic pisać [bo mądrości wyczerpały mi się póki co], za to zamieszczę kilka utworów, których wspólnym mianownikiem jest jesień. Miłego odbioru.


Odkryty przeze mnie niedawno i pokochany od pierwszego posłuchania Cem Adrian.


Burak Kut, po prostu.


Metro [o nich akurat nie znalazłam jeszcze żadnej wzmianki w internecie]


Przepiękny Teoman.


Kultowe Kargo.


Nawet gotyk-metalowa Almora o jesieni zaśpiewała.


Hip-hop, całkiem poetycki. Da Poet.


Urocza Ceylan Ertem.


Trochę przewidywalni w swym rockowym stylu Mor ve Ötesi.


Chilloutowy Burak Demir.


Mocne, hiphopowe Panzehir [tzn.odtrutka].


Njuejdżowe Yansımalar.

15 października 2011

... a zakochane Turczynki płaczą.



Mistrzostwo świata to to nie jest, po prostu miło się słucha. Widziałam nawet jedną z wersji "teledysku" podpisaną "Jimi Hendrix style Yavuz Çetin - Köle (guitar blues)" [patos na maksa].
Natrafiwszy na ten utwór przypomniały mi się lata 90 i napompowane niespełnioną miłością, łzawe ballady wyśpiewywane przez rzesze polskich, i nie tylko polskich, rockmenów. Yavuz Çetin świetnie wpisał się ten właśnie romantyczny nurt światowej piosenki.

Tytuł utworu bardzo wymownie opisuje jego treść, bo "Köle" oznacza niewolnika [uczuć w tym konkretnym przypadku]. W tekście mowa o podmiocie lirycznym złapanym w klatkę przez jakąś "ją", który z braku innych alternatyw działania po prostu stał się niewolnikiem miłości . Niemniej podmiotowi lirycznemu wcale nie jest do śmiechu.

Założę się, że w momencie kiedy powstawała ta piosenka, wiele tureckich dziewczyn oddałoby wszystko, żeby mieć w klatce autora tego hitu. [Dziś niestety już go w klatkę nie można złapać].

26 sierpnia 2011

Romantyzm wprost z konceru życzeń



Barış Manço, o ile w Turcji cieszy się wielkim poważaniem, to moi polscy znajomi wcale nie zachwycają się nim tak bardzo.
Jarek słysząc jego bardziej skoczne hity dostaje pokrzywki alergicznej [ballady znosi cierpliwie, choć daleko mu do zachwytów równych utworom Yavuza Bingola].
Koleżanka po obejrzeniu kiedyś jakiegoś zdjęcia pana Manço, zapytała czy to czasem nie Czesław Niemen, i chyba na tym zakończyła zapoznawanie się z jego twórczością. [Inna sprawa, że skojarzenie było całkiem trafne].
Pozostali nie rzucili okiem nawet na zdjęcia i już wiedzą, że jak śpiewa po turecku, to na pewno jest obciachowo.
A ja go lubię po prostu. Uważam, że nie dość, że fajnie śpiewał, to był nawet całkiem przystojny.

"Gülpembe", to piosenka dzięki której w ogóle natrafiłam na jego twórczość. Zainteresował mnie sam teledysk - typowy klip lat 80, jakich pewnie masę puszczano przy okazji różnorodnych "Telewizyjnych koncertów życzeń". [Aż łezka mi się w oku zakręciła - rodzinne niedzielne popołudnia u babci i bankowo włączony telewizor, a tam hity i teledyski ani gorsze ,ani lepsze niż ten powyżej].
Myślę, że nie każdy współczesny piosenkarz odważyłby się pozować na tle kwitnącego sadu i do tego śpiewać o miłości. Pewnie od razu zostałby posądzony co najmniej o dziecinny gust, jak nie o coś jeszcze dziwniejszego. Teraz, żeby podbijać serca pań trzeba być twardym macho, fotografować się na tle gangów, szybkich samochodów, w otoczeniu roznegliżowanych lasek, no i broń boże taki macho nie może wyznawać swoich uczuć tak otwarcie jak to zrobił
Barış Manço. A zrobił to bardzo romantycznie. Bo śpiewa tu do swojej Gülpembe [tłumacząc dosłownie: kolor róży], że oczekuje na nią jak na wiosnę. A miłość tak go rozpiera, że nie może mówić o niej cicho, tylko pragnie wyśpiewać ją na całe gardło. Pada tu masę pięknych epitetów i deklaracji dozgonnej miłości. Dla jednych taki tekst to tandeta, innych może wzruszać i poruszać [patrz - do dziś porusza rzesze zakochanych Turczynek w wieku dowolnym].
Ciekawostką jest, że Tureccy faceci prawiąc swoim wybrankom komplementy często używają słów związanych z różami. Być może dlatego, że miasta tureckiego interioru słyną z tychże kwiatów
[np. Isparta- ma nawet w centrum betonowy pomnik różowej róży, na tle której to rzeźby fotografują się chyba wszyscy mieszkańcy tej metropolii i okolicznych miejscowości]? Zresztą i w Polsce jak jest miłość to róże muszą być [w pewnych kręgach tematycznych bywają to nawet róże w celofanie].

Można się śmiać z tureckiego romantyzmu, niemniej i masę polskich dziewczyn "leci na te klimaty". Dlatego [jak to drzewiej bywało z koncertach życzeń] "dla wszystkich pań, które po ostatnich wakacjach, swe serca zostawiły w Turcji...
Gülpembe jeszcze raz" ;)